Viva Opener!

Jako, że jest to mój pierwszy post chciałbym na początku wszystkich serdecznie przywitać, z nadzieją, że te kilka stron tekstu nikogo nie przerazi, a wręcz przeciwnie, czytanie poniższej notki dostarczy naszym Czytelnikom nieskrywanej satysfakcji :) Przyznam, że trafiło mi się nie lada wyzwanie – relacja z naszej działalności na jednym z największych i, jak zwykło się mówić, najlepszym festiwalu w Europie – Openerze. Niełatwo z jednej strony streścić nasz pobyt, a z drugiej podzielić się związanymi z nim przemyśleniami. Toteż postaram się owemu wyzwaniu sprostać i niczego nie pominąć.

20090703360

Na festiwalu Fundacja Viva gościła po raz czwarty. W tym roku w skład naszej ekipy wchodziła Ewa, Czarek, Marta M, Kamila i ja. Nie mniej, dla części z nas był to pierwszy kontakt z tego typu imprezą. 2 lipca zebraliśmy się pod warszawską siedzibą Vivy. Przez kolejne cztery dni mieliśmy w charakterze organizacji pozarządowej spotykać, rozmawiać i przekonywać do naszych poglądów setki, a być może tysiące ludzi.

Dla mnie, Kamili i Marty był to pierwszy wyjazd na Openera, toteż nie do końca wiedzieliśmy czego będzie się można spodziewać na miejscu. Wiedzieliśmy tylko, że czeka nas kilka dni przeplatanej zabawą i koncertami pracy, w której musimy pokazać się z jak najlepszej strony i wykorzystać maksymalnie dany nam przez organizatorów czas.

Ze względu na dużą ilość sprzętu i materiałów jaki wieźliśmy na festiwal większa część osobistego bagażu wylądowała na kolanach i głowach pasażerów. Nie mniej, niedogodność ta w najmniejszym nawet stopniu nie ostudziła naszego zapału i ciekawości względem najbliższych dni. Chcąc uniknąć korków i szukając dogodnego przejazdu udało nam się po koło 7 godzinach podróży dotrzeć na teren festiwalu. Pierwsza kontrola i byliśmy już na miejscu. Zostawiliśmy samochód na jednym z parkingów i chcąc jak najszybciej załatwić formalności związane z naszym pobytem udaliśmy się do jednego z namiotów technicznych, gdzie nas zaobrączkowano i wydano stosowne plakietki.

hpim0109

Następnie przenieśliśmy nasze materiały z samochodu do namiotu, w którym mieliśmy następnego dnia otworzyć swoje stanowisko. Średniej wielkości namiot pomieścił poza nami około 20 innych organizacji o charakterze społecznym i politycznym.

Zaraz potem wyładowaliśmy nasze bagaże i skierowaliśmy się na pole namiotowe. Znalezienia miejsca okazało się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Po dłuższych poszukiwaniach Czarkowi udało się namierzyć dwa ostatnie skrawki wolnej ziemi, na których można było się rozbić. Dodatkowym plusem była niewielka odległość pomiędzy nimi. Czarek i Ewa rozłożyli namiot bez większych trudności. Pech chciał jednak, że na drugi zabrakło miejsca i musieliśmy obyć się bez przedsionka, który opadając na wejście utrudniał zarówno wyjście jak i wejście do namiotu. Drugiego dnia staraliśmy się go podeprzeć, lecz znalezienie, a raczej zdobycie odpowiedniego kijka przerosło nasze możliwości :) Szybko pojawiły się też problemy z jednym ze stelaży, który odmawiając współpracy zdeformował nieco wygląd naszego namiotu. Koniec końców przypominał on w zależności od dnia i interpretacji, piramidę lub indiańskie tipi. Pomimo tych niedogodności i opadającej na Martę nocą ścianę sam namiot i jego widok był powodem ogólnej wesołości, a dla Kamili jednym z pierwszych optymistycznych akcentów piątkowego poranka.

hpim01121

Kolejnym pozytywnym doświadczeniem była strefa gastronomiczna, w której z łatwością można było dostać wegetariańskie i wegańskie potrawy. Pomijając niefortunne trzy pierogi, jedzenie w mniejszym czy większym stopniu spełniało nasze oczekiwania. W tym miejscu należą się podziękowania naszym przyjaciołom z Avocado za profesjonalną obsługę i kilka innych oznak sympatii… Wasze hot dogi robiły furorę także wśród tradycyjnych zjadaczy schabowego : ) Wegetarianizm nikogo na festiwalu nie dziwił, co zdecydowanie należy zaliczyć na plus.

200907054021

Drugiego dnia stawiliśmy się na umówione spotkanie strefy NGO o godzinie 16. Kilka słów dotyczących regulaminu i po kilkudziesięciu minutach pojawili się już pierwsi goście. Jako, że było nas razem pięć osób mogliśmy wymieniać się obowiązkami i podczas gdy część pełniła dyżur na stoisku kolejne osoby mogły bawić się na koncertach, spotykać ze znajomymi czy dogadzać swoim kulinarnym potrzebom.

Poza materiałami w postaci ulotek, broszur, książek, toreb czy koszulek mieliśmy przewidziane także trzy atrakcyjne konkursy – zdjęcie przygotowanej własnoręcznie, na polu namiotowym, potrawy wegetariańskiej, quiz dotyczący zwierząt i diety wegetariańskiej składający się z 25 pytań oraz udział w naszym filmie kręconym specjalnie na okazję festiwalu. O ile pierwszy konkurs, ze względu na słaby rozgłos i brak praktycznych możliwości nie odniósł sukcesu, o tyle kolejny okazał się strzałem w dziesiątkę. Już drugiego dnia zabrakło nam kwestionariuszy i trzeba było dodrukować kolejne kilkaset egzemplarzy. Mimo wysokiego poziomu trudności, ludzi przyciągały niekonwencjonalne pytania i jeszcze bardziej zaskakujące odpowiedzi. Za każdy udział w ankiecie oferowaliśmy gwarantowane nagrody w postaci zakładek do książki i pocztówek. Powyżej 14 punktów były to już broszury, kalendarze i książki. Przeciętny wynik oscylował w okolicach 15 punktów. Zdarzały się też jednak przypadki skrajne jak np. 4 punkty i… 25 punktów : ) Mistrz trafił się ostatniego dnia. Zaskoczony wynikiem z radością odebrał nagrody w postaci książki kucharskiej i naszych broszur.

200907044001

Sam quiz miał także dużą wartość edukacyjną, z jednej strony pokazywał bowiem statystyki związane z negatywnym oddziaływaniem chowu przemysłowego na środowisko, z drugiej zaś zaskakujące zdolności zwierząt. Sprawy te wyraźnie intrygowały naszych gości i często mieliśmy przy tej okazji szansę podzielić się naszą wiedzą, uświadamiając ludziom wiele zaskakujących danych i faktów.

20090704398

Nasza trzecia atrakcja również okazała się sukcesem – udało nam się nagrać wypowiedzi, zarówno polskich jak i zagranicznych wegetarian odwiedzających festiwal. Sukces był tym większy, że udało nam się dotrzeć także do jednej z gwiazd Openera – Priscilla Ahn, która tego samego dnia miała wystąpić na scenie. Co więcej inicjatywa spotkania wyszła z jej strony, co stanowiło dla nas dodatkowy zastrzyk pozytywnej energii. Już niedługo, mamy nadzieję, film uda się udostępnić szerszej publiczności. Pozostała jeszcze kwestia montażu.

20090703366

Poza wspomnianymi akcjami, mieliśmy też dwie ważne petycje. Pierwsza dotyczyła wykreślenia koni z listy zwierząt rzeźnych, druga zabijania w Australii dzikich kangurów na mięso i importu tego produktu do krajów Unii Europejskiej. Petycja dotycząca koni skończyła się już kilka godzin po otwarciu stoiska. Druga, cieszyła się nie mniejszym zainteresowaniem. Zdecydowana większość nie była w ogóle świadoma problemu. Co więcej, mało kto był w stanie zaakceptować i wyobrazić sobie kangurze mięso na talerzu. Tym samym nie trzeba było nikogo do podpisania petycji przekonywać. Udało się zebrać co najmniej kilkaset podpisów.

20090703364

Zainteresowaniem cieszyły się też torby i przypinki. Sprzedaliśmy również kilka książek, publikacji i kalendarzy. Jeśli chodzi o zyski ze sprzedaży swoich materiałów zajęliśmy pierwsze miejsce. Nieskromnie dodam też, że nasze stoisko było jednym z najbardziej obleganych. Staraliśmy się dostarczyć odwiedzającym nie tylko rozrywki i atrakcji, ale też byliśmy otwarci na dyskusję i służyliśmy wszelkimi informacjami dotyczącymi wegetarianizmu. Choć większość pytań koncentrowała się na tematach już nam dobrze znanych (niektórzy wciąż nie mogli uwierzyć, że wegetarianie nie jedzą ryb) zdarzały się też poważniejsze dyskusje. Osobiście dane mi było ostatniego dnia przeprowadzić dwie dłuższe rozmowy. Pierwszą sprowokowałem niejako osobiście. Jej sednem była kwestia, jak to określił mój rozmówca „priorytetów”. W momencie kiedy ludzkość trawi tak wiele problemów, zajmowanie się zwierzętami wydawać się miało czymś śmiesznym i niepotrzebnym. Tego typu argument łatwo było zbić pokazując zależności pomiędzy kondycją ludzkości i ekosystemów, a masowymi hodowlami oraz odwołując się do założeń etycznych. Choć mój rozmówca nie był w 100% przekonany o słuszności naszych poglądów wykazał bardzo duże zrozumienie i z uwagą wysłuchał naszych postulatów. Jak sam przyznał był pozytywnie zaskoczony naszym podejściem do sprawy. Wcześniejszy stereotyp fanatycznych trawożerców został przełamany :) Chwilę później miałem okazję przeprowadzić kolejną rozmowę. Tym razem z wegetarianinem. Kwestią sporną w tym wypadku okazały się problemy ekologiczne związane z produkcją mięsa.

20090703363

Tego typu dyskusję wydają się mi najbardziej wartościowym elementem naszych akcji. Pozwalają na bezpośrednią interiekcję z potencjalnymi wegetarianami, przełamanie schematów i krążących na nasz temat stereotypów.

W tym kontekście reakcje odwiedzającej nas gawiedzi były zdecydowanie pozytywne. Poza kilkoma przypadkami, kiedy to starano się nas ewidentnie sprowokować niskich lotów ironią spotkaliśmy się z dużą sympatią ze strony naszych gości. Tym samym praca była dla nas w większym stopniu przyjemnością aniżeli obowiązkiem. Udało się nam również uzyskać kilka kontaktów do osób z Warszawy, które wyraziły chęć współpracy. Miejmy nadzieję, że nawiązane znajomości zaowocują poszerzeniem grona naszych aktywistów i wolontariuszy.

200907033651

Strefa NGO zamykana była około godziny pierwszej w nocy czyli na godzinę przed ostatnim koncertem. W związku z sąsiedztwem głównej sceny nie mogliśmy narzekać na frekwencję. Ludzie do ostatniej minuty zadawali pytania i brali materiały. Po zamknięciu stoiska udawaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Pierwsze kroki kierowaliśmy w stronę strefy gastronomicznej. Późniejszy relaks przy zimnym piwie marki Heineken trwał zwykle do godziny 4-5, kiedy to żegnały nas pierwsze promienie wschodzącego słońca. Kolejny dzień pracy zaczynaliśmy od godziny szesnastej to też wcześniej postanowiliśmy zrobić sobie kilkugodzinny wypad na morze. Ostatni z nich skończył się dla trójki z nas nadmierną opalenizną, co w efekcie utrudniało większość podstawowych czynności związanych z ubieraniem się, siadaniem czy też chodzeniem. Dodatkowo część z nas rozchorowała się. W efekcie ostatniego dnia jedynie Ewa mogła pochwalić się dobrą kondycją. Na całe szczęście nasze dolegliwości w większości przypadków przypadły na ostatni dzień. W przeciwnym razie nasze poparzone twarze, zapchane nosy i gorączka robiłyby kiepską reklamę zdrowotnym właściwościom wegetarianizmu :) W tym kontekście nie sposób pominąć służb medycznych obecnych na festiwalu. Z nadzieją na ulżenie naszym bólom odwiedziliśmy, pełniących 24h na dobę dyżur, medyków. Podczas gdy Marta przechodziła w namiocie zabiegi schładzające jeden z sanitariuszy zabawiał nas rozmowa, której najlepsze podsumowanie stanowi poniższa wypowiedź: „Wiecie jaki jest rym do mam to w d***? Wyp****”. Poruszeni jej głębią mieliśmy tylko nadzieję, że pozostałym gościom dane będzie usłyszeć na dzień dobry coś bardziej budującego. Serdecznie pozdrawiamy spracowanych sanitariuszy z punktu medycznego przy polu namiotowym :)

200907033693

Łącznie na festiwalu spędziliśmy 4 dni. Dla mnie, jako osoby, która dopiero niedawno zaangażowała się w działalność pro zwierzęcą, było to bardzo inspirujące doświadczenie, które niejako pokazało, że to co robimy i to co staramy się ludziom zaprezentować nie trafia w pustkę, że rzeczywiście ma sens i znaczenie. Czarek i Ewa, jako starzy weterani Openera jednoznacznie stwierdzili, że był to jak dotychczas najbardziej udany wyjazd. Nie pozostaje więc nic innego jak wierzyć, że za rok będzie jeszcze lepiej.

W drodze powrotnej udało nam się zorganizować w samochodzie spotkanie Inicjatywy Warszawskiej. Jak dotąd chyba pierwsze poza stolicą :) Na świeżo omówiliśmy nasze spostrzeżenia, zainicjowaliśmy też poważną dyskusję dotyczących natury kurzego rozrodu oraz pochyliliśmy się nad projektem pewnej ulotki, o której zapewne niedługo usłyszycie. Nie próżnowaliśmy. Dzięki wszystkim za mile spędzony czas i dobrą zabawę!

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares