Katowice w obronie zwierząt

Po wizycie w górach udaliśmy się do Katowic. Z Bielska-Białej droga była łatwa, krótka i prosta, ale samo jeżdżenia po Katowicach – koszmar – tzn. byłby bez GPS, choć i tak ciężko się jeździło. Na dworcu poczekaliśmy na Anię (no, tu też ciężko było się skomunikować i wytłumaczyć gdzie stoimy dokładnie) i z Ania popędziliśmy do domu jej mamy. Na kolację zjedliśmy pyszną lasagne i poszliśmy spać. Sen krótki, ale pozwolił nam wypocząć… rano jednak obudziliśmy się i czekała na nas niespodzianka…

…za oknem padał deszcz! I to dosyć konkretny, więc wpadliśmy w lekką panikę – co jeśli zmokną stroje zwierząt? co jeśli farba na rollupach zacznie się rozpływać? co jeśli nikt nie przyjdzie z powodu pogody? Nie zraziliśmy się jednak lejącym deszczem i ruszyliśmy na miejsce – w międzyczasie deszcz raz przestawał padać, raz zaczynał… pojawiało się słońce, a to znowu chmurzyło.

Na miejscu wybraliśmy miejsce i okazało się że przyszło dużo ludzi – około dwudziestu osób było nas w sumie! Frekwencyjnie tip top. W pewnym momencie okazało się, że na światło dzienne wypłynęły pewne problemy – największe jak do tej pory na trasie. Karty do obu aparatów zostały w domu mamy Ani! Tomek wszedł na rusztowanie i zrobił dużo ładnych zdjęć, ale nie zapisały się, no bo nie miały gdzie. Szybko trzeba było kupić nową i wtedy zdjęcia już poszły jak z płatka.

W Katowicach odwiedziły nas media w dosyć pokaźnej liczbie – pojawiła się Gazeta Wyborcza, TVP Katowice, TV Silesia, Radio Katowice i jeszcze jedno radio – które niestety uleciało z naszej pamięci. Marta udzieliła kilku wywiadów, opowiedziała o kampanii, wyjaśniła na czym polega etc.

Śląski happening był też najdłuższym naszym happeningiem – pomimo deszczu, który co chwile zaczynał i przestawał kropić, byliśmy pod Żabą przez dwie godziny! Wszystkie (i jeszcze trochę) ulotki zostały rozdane, nawet dosyć szybko. Akcja cieszyła się zainteresowaniem przechodniów i udało się nagrać kilka ciekawych wypowiedzi. Mamy nadzieję, że uda się ten materiał wykorzystać, choć panowie duszący jakiś metal szlifierkami na rzeczonych rusztowaniach zasiali ziarno niepokoju w tej kwestii w moim sercu.

Podsumowując – świetny happening, pomimo początkowych problemów z aparatami i padającego (delikatnie) deszczu. Naładował nas pozytywną energią na pozostałą część trasy, w końcu połowa już za nami! Trzymajcie rękę na pulsie, dziś happening w Sycowie, a jutro we Wrocławiu!

P.S. Więcej zdjęć można obejrzeć na naszej picasie.

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares