Eko-Bóg nie dla zwierząt

Wydawnictwo Salwator sprezentowało czytelnikom nową pozycję nawiązującą do ekologii i ochrony środowiska – „Eco-book o Eko-Bogu”. Książka liczy sobie nieco ponad 100 stron i przyjmuje formę wywiadu Michała Olszewskiego z ojcem Stanisławem Jaromim – franciszkaninem.

Pomijając zagadnienia stricte ekologiczne pragnę odnieść się jedynie do rozważań zawartych w rozdziale VI pt. „Taniec ze zwierzętami”, w którym to ojciec odnosi się do praw zwierząt i wegetarianizmu.

Rozdział rozpoczyna pytanie: „Czy zwierzęta mają duszę?”. Ojciec Jaromi nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Jak przyznaje istnieją jednak „mocne podstawy, by uwierzyć, że dusza nie jest właściwa wyłącznie ludziom.”, co w jego mniemaniu wymaga wypracowania nowej idei braterstwa, jak go nazywa, kosmicznego z każdym elementem stworzenia. W związku z tym, co uważam za niezwykle cenną uwagę, nie możemy ochrony życia sprowadzać, na zasadzie redukcjonizmu, wyłącznie do ochrony życia ludzkiego. Ojciec w swoich dalszych rozważaniach przywołuje postać św. Franciszka i związanych z nim przypowieści. Potępia oświeceniowy Kartezjanizm sprowadzający zwierzęta jedynie do roli biologicznych maszyn. Jednocześnie zwraca uwagę na brutalną eksploatację zwierząt w fermach hodowlanych.

Współczesność doprowadziła tę sytuację do ekstremum – fermy przemysłowe oznaczają dla zwierząt niesłychane cierpienie(…) Wspomniałem (…) o psim spojrzeniu, spojrzeniu wiernej wrażliwej istoty. Myślę, że podświadomie unikamy konfrontacji z takim wzrokiem, za dużo w nim zawinionego przez nas cierpienia.

Idee ojca Jaromiego w wielu przypadkach stoją w jawnej sprzeczności w stosunku do tego, do czego przyzwyczaił nas Kościół, w którego centrum zainteresowania niezmiennie stał człowiek. Wbrew pozorom cytowany franciszkanin wcale jednak nie zamierza przełamać obowiązującego antropocentrycznego dyskursu.

Dalej, Olszewski pyta o porównanie sytuacji zwierząt do hitlerowskich obozów zagłady, którego to porównania używa w swojej książce Coetzee.

Dla ojca tego rodzaju metafora jest zbyt radykalna, przyjmując równie skrajne idee co kartezjanizm. Równie mocno piętnuje idee Petera Singera, którego poglądy nazywa „surrealistycznym projektem”. Wspomina w tym kontekście o Great Ape Project – projektowi nadania wielkim małpom podstawowych praw.

W tym momencie ojciec Jaromi upodabnia się do całej rzeszy krytyków poglądów Singera i idei GAP, którzy w większości nie zadali sobie nawet trudu zapoznania się z krytykowaną przez siebie tematyką. Ojciec sprzeciwia się by „goryle cieszyły się taką samą wolnością, jak cieszą się ludzie”. Nie do końca jasnym jest jednak co franciszkanin definiuję pod pojęciem wolności ludzkiej. Przypomnijmy, GAP postuluje nadania naczelnym trzech podstawowych praw: do wolności, życia i wolności od zadawania tortur. To wszystko. Człowiek posiada o wiele większe uprawnienia, ma teoretycznie zagwarantowaną również wolność słowa, wyznania, poglądów, swobody obywatelskie, prawo do strajku i demonstracji itd. Nikt z biologów czy etyków zaangażowanych w projekt GAP (nie jest on wbrew temu co sugeruje ojciec, jedynie dziełem Singera) nie postuluje tego rodzaju rozwiązań w stosunku do naczelnych. Tak więc goryl nie mógłby się cieszyć wolnością jaka przysługuje zwierzętom ludzkim. Tego rodzaju nadużycia są niedoposzuczalne w poważnej dyskusji dotyczącej praw zwierząt. Jak mówi ojciec Jaromi, postulaty GAP „zacierają granicę między człowiekiem, a zwierzętami”. Dlatego też definiuje je jako szkodliwe. Trudno jednak zacierać granicę której nie ma. Podobnie jak nie ma granicy pomiędzy grejpfrutami, a owocami. Grejpfruty z definicji są owocami, podobnie jak ludzie są z definicji zwierzętami. Możemy doszukiwać się natomiast różnic pomiędzy ludźmi i innymi (!) zwierzętami. Podobnie jak między żyrafą i innymi zwierzętami czy słoniem i innymi zwierzętami. Różnice te jednak w żaden sposób nie legitymizują wzajemnej eksploatacji.

Mówiąc o GAP ojciec zauważa, że nadając przywileje zwierzętom musimy również nałożyć jakieś obowiązki. Jest to z prawnego punktu widzenia nieprawda. Noworodki i małe dzieci nie posiadają obowiązków, jednak nie upoważnia nas to do więzienia ich w klatkach, zabijania czy nawet bicia.

Co było do przewidzenia, w dalszej części ojciec Jaromi odwołuje się do popieranej przez Singera aborcji i eutanazji. Mówi o „nadużyciu typowym dla części radykalnych ekologów”. Nadużycie popełnia jednak wyłącznie ojciec mówiąc, że Singer pragnie za wszelką cenę chronić zwierzęta, opowiadając jednocześnie się za prawem do eutanazji. Ojciec Jaromi nie może zrozumieć „tego rodzaju wybiórczości: zwierzęta bierzemy pod absurdalny parasol ochronny, a gatunek ludzi wystawiamy na zagrożenie”.

Ojcu trudno zrozumieć tego rodzaju wybiórczość bo jej najzwyczajniej w świecie nie ma, o czym może przekonać się każdy kto przeczytał Singerową „Etykę praktyczną” czy „Wyzwolenie zwierząt”. O czym być może ojciec nie wie, lub czego nie rozumie – Singer jest utylitarystą. Nie bierze pod uwagę arbitralnych gatunkowych granic etycznych. Sprzeciw wobec szowinizmu gatunkowego stanowi jeden z najistotniejszych elementów filozofii Singera. W swoich rozważaniach posługuje się pojęciem interesu, który wiąże w pierwszej kolejności ze zdolnością do odczuwania bólu. Na tej podstawie określa nasze zobowiązania etyczne wobec danej istoty, niezależnie od tego do jakiego gatunku ona należy. Prawo do aborcji i eutanazji jest logiczną konsekwencją utylitarystycznej koncepcji Singera. W koncepcji tej niesprawiedliwym jest skazywanie na brutalne eksperymenty medyczne samoświadome, wrażliwe szympansy – zwierzęta o bogatym życiu społecznym, przy jednoczesnym zakazie prowadzenia podobnych eksperymentów na np. ludziach warzywach, których zdolności poznawcze stoją poniżej tych przynależnym naczelnym.

Singer nie uważa „natury za nietykalne tabu” jak sugeruje ojciec Jaromi. A już na pewno Singer nie „stawia w centrum dobra przyrody i zwierząt”. Co więcej, przez część ruchu wyzwolenia zwierząt Singer traktowany jest jako ugodowy welferysta, który większe prawo do życia przyznaje w konsekwencji ludziom, aniżeli innym zwierzętom. Odnoszę wrażenie, że ojciec Jaromi całą swoją wiedzę na temat idei Singera opiera na sporadycznych artykułach w prasie codziennej, którą ciężko traktować jako wiarygodne źródło informacji dotyczącej problemów etyczno-filozoficznych.

Również kolejnerozważania dotyczące Singera opierają się na całkowicie błędnym założeniu, że Singer jest biocentrystą.Ojciec Jaromi popełnia karygodne błędy merytoryczne, które przeciętnemu studentowi filozofii nie pozwoliłyby zaliczyć nawet kolokwium.

W dalszej części Olszewski dotyka tematu wegetarianizmu. Z zacytowanych wcześniej słów, dotyczących życia zwierząt z ferm hodowlanych, wynikałoby, że ojciec Jaromi jest od wielu lat wegetarianinem, a może nawet weganinem. Błąd. Ojciec Jaromi je mięso, co więcej uważa, że białko zwierzęce jest dla naszego zdrowia niezbędne. Widać współczesna wiedza dietetyczna jest dla ojca Jaromiego równie tajemnicza i niezrozumiała co idee Petera Singera. Ojciec dementuje również przypuszczenia jakoby św. Franciszek był wegetarianinem.

W kwestii myślistwa dochodzi do paradoksu. Z jednej strony ojciec stara się usprawiedliwiać myśliwych potrzebą regulacji populacji, a z drugiej nie rozumie jakie też pobudki pchają ich do zabijania. Co warte odnotowania przywołuje historię św. Huberta, współczesnego patrona myśliwych, którego nawrócenie polegało min. zaprzestaniu polowań. Warto o tym pamiętać. Sprzeciwia się również rytualizowaniu zabijania i udziałowi osób duchownych podczas organizowanych przy okazji polowania nabożeństwach. W koncepcji ojca Jaromiego brakuje jednak przysłowiowej kropki nad i.

Rozważania o myślistwie kończą rozdział związany ze zwierzętami. Z jednej strony zaakcentowanie cierpienia zwierząt i zwrócenie na nie uwagi jest, moim zdaniem, w tak konserwatywnym środowisku jakim jest Kościół, jest niezwykle rzadkie, a co za tym idzie cenne. Źle jednak, jeśli za tego rodzaju refleksją idzie przeinaczanie faktów i idei związanych z prawami zwierząt i przeciwstawianie ich ludziom. Tego rodzaju demagogia szkodzi zwierzętom, rodzi strach przed przełamaniem dominującej ideologii antropocentryzmu. Ojciec Jaromi, chociaż zwraca uwagę na problem wykorzystywania zwierząt korzysta jednocześnie z efektów tej eksploatacji. Boi się wyjść poza humanocentryczny punkt widzenia legitymizując tym samym dalszą eksploatację innych zwierząt, jako istot, z założenia nam podległych.

Pozwolę zgodzić się co do jednego: „Droga do lepszego traktowania zwierząt nie powinna prowadzić przez śmierć ludzi”. I nie prowadzi. Widać jednak ojciec Jaromi nie zadał sobie trudu zapoznania się z krytykowaną przez siebie filozofią.

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares