Wegetarianizm w dialogu cz.1

Internet to dla wielu paranoików wymarzone wręcz narzędzie propagowania swoich pseudointelektualnych refleksji. Na nasze (i nie tylko) nieszczęście refleksje te dotykają często tematu wegetarianizmu. Poniżej prezentujemy pierwszą część polemiki z tego rodzaju, znalezionymi w sieci, półprawdami, kłamstwami i przeinaczeniami odnośnie diety roślinnej.
Jak mawiał Jean Cocteau „dramatem naszej epoki jest to, że głupota zabrała się do myślenia”. W przypadku cytowanych poniżej wypowiedzi można się jednak zastanawiać czy słowo „myślenie” nie stanowi lekkiej nadinterpretacji.

Od dłuższego czasu mam alergie na strony internetowe zawierające w tytule słowa „niezależne”, „wolne”, „nowe”, „prawda” itd. Autorzy tego rodzaju serwisów kreują się zwykle na bohaterskich wolnomyślicieli, których intelektualne możliwości sprowadzają się do kwestionowania wszystkich oficjalnych informacji. Informacja oficjalna to bowiem tyle co informacja nieprawdziwa. Maniakalni tropiciele spisków, nie dopuszczają do siebie możliwości istnienia w szerokim obiegu prawdziwych danych, raportów i badań. Bardzo lubią ubierać swoich przeciwników w ideologiczne szaty fanatyków. Przykładem jest tekst „Kilka refleksji na temat ideologii wegetarianizmu”, który znajdziemy na stronie „NowaDebata”.
Już na samym początku dowiadujemy się, że:

Nie od dziś pojawia się podejrzenie, że za propagowaniem tzw. piramidy żywieniowej, w której ogranicza się spożycie mięsa na rzecz spożycia roślin, kryje się prowegetariańskie uprzedzenie.

Być może tego rodzaju podejrzenia roją sobie zwolennicy diety Atkinsa, których żywieniowy guru umarł na skutek stosowania własnej diety. Nic to, pomińmy ten niefortunny początek i przejdźmy dalej. Oto bowiem autor, retorycznie rzecz jasna, pyta:

Ale czy wegetarianizm jest tylko przedkładaniem diety jarskiej nad mięsną, (…) czy może ma swoje światopoglądowe źródła, opiera się na pewnym obrazie człowieka, służąc przy okazji celom ideologiczno-politycznym.

Tego rodzaju pytania bardzo ładnie komponują się ze spiskowym wydźwiękiem artykułu. Napięcie rośnie.

Dla uniknięcia nieporozumień dodam, że bezrozumne, bezsensowne okrucieństwo wobec zwierząt uważam za rzecz w najwyższym stopniu odrażającą, za świadectwo kulturalnego i obyczajowego zdziczenia.

Cenne oświadczenie. Szkoda, że w tym wypadku przypomina raczej pustą deklaracje. Większość osób sprzeciwiająca się okrucieństwu wobec zwierząt sama to okrucieństwo finansuje spożywając mięso. Zamiast więc sięgać po intelektualną akrobatykę w celu usprawiedliwiania swojego zachowania, wystarczy połączyć skutek z przyczyną i wyciągnąć wnioski.

Dość często spotykana wśród zwolenników wegetarianizmu teza mówi, że człowiek to tak naprawdę istota roślinożerna, a rośliny są jej przyrodzonym pokarmem.

Dość często jest ona również przez zwolenników wegetarianizmu krytykowana. Zwolennicy wegetarianizmu nie współtworzą religii z dekalogiem jedynie słusznych poglądów. Autor popełnia jednak ten sam błąd co niektórzy wegetarianie, przypisujący ludziom roślinożerność. Przypisując mięsożerność popada w odwrotną skrajność.

Istnieje też opinia przeciwna, mówiąca, że człowiek jest „z natury” mięsożercą.

Człowiek jest z natury wszystkożerny i wiedzę tę powinniśmy wynieść jeszcze z lekcji biologii w gimnazjum. Podawanie przykładów, w jaki sposób jedzenie mięsa wpłynęło na rozwój ludzi pierwotnych (jak podane jest to w dalszej część tekstu) nijak ma się do czasów obecnych. Możliwości zaspokojenia zapotrzebowania energetycznego tysiące lat temu, a teraz są zupełnie inne, a nie przypominam sobie aby ruch prawa zwierząt opowiadał się za piętnowaniem wczesnych hominidów.

Taki obraz człowieka-drapieżnika (mięsożercy) jest dokładnym przeciwieństwem obrazu człowieka-roślinożercy lansowanego przez wegetarianów

Tylko co  z tego skoro oba obrazy są błędne?

Aby wymknąć się z zamkniętego koła jałowych już nieco polemik na temat „przyrodzonej” mięsożerności lub roślinożerności człowieka, warto odwołać się do bardziej fundamentalnych założeń antropologii filozoficznej, której przedmiotem jest specyfika i odrębność człowieka.

Tradycyjnie, po „udowodnieniu” anty zdrowotnych właściwości wegetarianizmu przyszedł czas na rozwodzenie się nad wyjątkowością ludzkiego bytu.

(…) ludzka świadomość (umysł, inteligencja, dusza) jest ściśle dopasowana do struktury ludzkiego ciała, do biologicznej formy człowieka np. wyprostowana postawa, forma ręki, różnorodność i plastyczność jego sensomotoryki. Inteligencja, rozum, zdolność myślenia są wkomponowane w biologiczną strukturę człowieka (…)

Trudno aby świadomość albo inteligencja nie były dopasowane do fizycznych funkcji organizmu. Tak jak w biologiczną strukturę człowieka dopasowana jest wyprostowana postawa, tak w biologiczną strukturę psa wbudowana jest czworonożna. Znany to jednak sposób szukania wyjątkowości człowieka w naturalnych procesach biologicznych, wspólnych wszystkich zwierzętom.

Wedle koncepcji Gehlena najpełniej wyrażonej w wielkim dziele Człowiek. Jego natura i pozycja w świecie (1940), zwierzęta żyją wyłącznie w pewnym, ściśle określonym i ograniczonym wycinku natury i są do niego doskonale przystosowane, także pod względem pokarmu. Człowiek jest natomiast istotą „niegotową”, niejako „ułomną biologicznie”, niedostosowaną w pełni do jednego, ściśle określonego wycinka świata natury.

Można wybaczyć koncepcji Gehlena, która powstała na długo przed rozwojem badań etologicznych, ale nie można wybaczyć autorowi powoływania się na wiedzę humanistyczną sprzed 60 lat dotyczącą biologii bez uprzedniego rozeznania we współczesnych badaniach.
Homo Sapiens narodził się w jednym, określonym wycinku natury, właśnie dlatego że na drodze doboru naturalnego się do niego przystosował, a że jego możliwości adaptacyjne rosły wraz z rozwojem kultury nie czyni go istotą „ułomną”. Elastyczność możliwości adaptacyjnych nie jest niczym wyjątkowym w świecie zwierząt. Zmienia się jeddynie skala tej elastyczności. Myślę, że autora zaskoczyłyby możliwości adaptacyjne „ułomnych biologicznie” karaluchów.

Można powiedzieć, że pod względem biologicznym każdy człowiek jest niepełnosprawny. Nie ma owłosienia (naturalnego okrycia) i jest organicznie niedopasowany do pogody.

Absurd do sześcianu. Fakt, że człowiek nie ma owłosienia jest właśnie dowodem jego biologicznej „pełnosprawności” i dopasowania do pogody. Autor zapędził się w „ułomności biologicznej” człowieka i zapomniał, że ten narodził się w Afryce, gdzie owłosienie na sawannie było absolutnie zbędne. A samo owłosienie jest naturalnym okryciem, ale tylko dla zwierząt to owłosienie posiadających. Sugerowanie, że dla człowieka owłosienie całego ciała jest naturalne jest pomyłką.

Nie jest wyposażony w organy służące do ataku lub obrony (kły, pazury, rogi itp.) , ani też nie jest zbudowany tak, aby móc szybko uciekać przed drapieżnikami jak czynić to potrafią sarny, antylopy czy zające.

Autor nie tylko zapomina w swoim tekście o ewolucji, ale i o kulturze. Zapomina o produkowaniu narzędzi i broni. Właściwie zastanawiam się o czym pamięta.

W porównaniu ze zwierzętami jest słaby i powolny, jego zmysły (wzrok, słuch, węch) są w porównaniu ze zmysłami zwierząt po prostu liche.

Lichy, w porównaniu do naszego, wzrok np. psa, nie wspominając już o krecie. Autor znowu nie odrobił lekcji z doboru naturalnego.

Organy i zmysły człowieka jakby „zatrzymały się w rozwoju”, jakby nie zdążyły się wyspecjalizować, co powoduje, że nie są tak ściśle dopasowane do środowiska jak zwierzęce.

Ratunku!

Uzębienie człowieka (…) może służyć zarówno do gryzienia i przeżuwania owoców i roślin, jak i rozrywania mięsa (…)

Autor sam przyznał, że człowiek jest wszystkożerny. Po co jednak upierał się wcześniej przy mięsożernej naturze człowieka? Być może pojęcie „wszystkożerny” również jest mu obce.

Jeśli przeto problem mięsożerności i roślinożerności człowieka rozpatrywać z punktu widzenia antropologicznej koncepcji Gehlena, wówczas spór o to kim jest człowiek „z natury” – roślinożercą czy mięsożercą – staje się bezprzedmiotowy.

Jest on bezprzedmiotowy od początku.

Człowiek nie jest bowiem ani roślinożercą, ani mięsożercą w tym znaczeniu, w jakim tych określeń używa się w odniesieniu do zwierząt ( nie jest więc także „wszystkożercą” jak niektóre gatunki zwierząt).

A to ciekawe. Powyższe twierdzenie nie znalazło w tekście żadnej argumentacji. Może to i dobrze.

Wolno domniemywać, że leży ona także u podstaw ideologicznego wegetarianizmu, którego zwolennicy zdają się sądzić, że zanim człowiek zaczął zabijać zwierzęta, żył jako roślinożerca w stanie niewinności i harmonii z innymi bytami.

Autorowi polecam zając się krytyką teorii praw zwierząt, a nie new ageowych bajek.

Jak wiadomo New Age przyniósł odrodzenie wiary w reinkarnację, której wegetarianizm jest naturalną konsekwencją, gdyż – jak się wierzy – w ciele zwierzęcia może przebywać ludzka dusza „pokutująca” za czyny z poprzednich wcieleń. Dlatego odebranie życia zwierzęciu, przedwcześnie przerywające proces ekspiacji, byłoby naruszeniem wyższego, boskiego porządku.

Jako wieloletni wegetarianin nic nie wiem o reinkarnacji. Wiem za to dużo o utylitarystycznej koncepcji interesów Petera Singera czy abolicjonizmie Toma Regana. To one stanowią dziś podstawę działalności ruchu praw zwierząt, a nie bajdurzenia o reinkarnacji.

Mamy tu do czynienia z radykalną etyką, w ramach której człowiekowi nie wolno poświęcić tego, co niższe (zwierzęcia) na rzecz tego, co wyższe (człowiek), ponieważ podział na to, co wyższe i niższe zostaje w niej zniesiony.

Przypomina to próbę dyskredytowania antyrasistów za chęć zniesienia rasizmu.

Jest to przejaw skrajnego egalitaryzmu: nawet istniejąca w przyrodzie hierarchia bytów zostaje zakwestionowana, ogłasza się równość wszystkich żyjących istot (jeszcze dalej niż wegetarianie idą frutarianie potępiający zabijanie roślin).

Widać, że autor nie ma pojęcia o teorii praw zwierząt. Jak już pisałem nie istnieje żaden dekalog jedynie słusznych poglądów wegetarian. W ramach filozofii praw zwierząt współistnieją różne teorie i żadna nie postuluje, sugerowanej przez autora, prostackiej wizji równości, w której życie mrówki jest równe życiu człowieka. Co więcej, Peter Singer zakłada nawet w niektórych wypadkach wyższość interesu ludzkiego nad interesem innych zwierząt. Jak ma się do tego cytowany artykuł?
A, no i co to jest istniejąca w przyrodzie hierarchia bytów? Każdy biolog złapał by się za głowę na dźwięk takiego sformułowania.

(…) wyznawcy ideologii wegetarianizmu przeceniają możliwości człowieka. Nie chcą uznać, że jest istotą ograniczoną, że zapasy dobra i pozytywnych uczuć, jakimi obdarza innych ludzi, nie są niewyczerpane, dlatego musi nimi mądrze gospodarować.

Ja mam ograniczony zapas cierpliwości.

Nasuwa się podejrzenie, że może wcale nie chodzi o zwierzęta, ale o coś zupełnie innego.

Pieniądze, pieniądze, pieniądze, geje!

Ze swoich telewizyjno-prasowych ambon „nowi kapłani” głoszą, że rzeźnik to ludobójca, wiejska kobieta ucinająca kurze łeb – seryjna morderczyni, człowiek zajadający ze smakiem kotleta wieprzowego – kanibal

Nie przypominam sobie nawet jednego oświadczenia prasowego ani wystąpienia telewizyjnego Vivy, Empatii czy innej organizacji pro zwierzęcej nazywających rzeźników ludobójcami.

Bombardując „lud” radykalnymi i niemożliwymi do spełnienia postulatami moralnymi, wywierają na niego emocjonalną presję, chcą wywołać u niego permanentne poczucie winy, aby w ten sposób zyskać nad nim moralną przewagę i rozciągnąć nad nim swoje „moralne panowanie”.

Czyli jednak nie geje. Chodzi po prostu o władzę nad światem

Na zakończenie zacytuję fragment komentarza jaki pojawił się pod artykułem:

Jestem pod wrażeniem. Czegoś podobnie racjonalnego dawno nie miałam przyjemności czytać.

Współczujemy…

Po drugą część wpisu czyli kolejną dawkę odtrutki na internetowe brednie zapraszamy w piątek :)

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares