O co chodzi z tymi karpiami?

Święta coraz bliżej, markety atakują nas widokiem przepełnionych do granic możliwości kontenerów, z których co kilka minut uśmiechnięty sprzedawca wyciąga żywe karpie, rzuca na wagę i pakuje do foliowej torebki. Przez resztę drogi ryba będzie się dusić i walczyć o każdy najmniejszy łyk powietrza. Niestety, nigdy nie wygra tej walki.

Podobno wegetarianie jedzą ryby. Tak przynajmniej twierdzą ci, dla których ryba nie jest mięsem. To nie są pojedyncze przypadki. Zostaliśmy nauczeni postrzegać ryby jako danie postne co, rzecz jasna, nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. Ryby nie rosną na drzewach, nie są warzywami, są zwierzętami. Chociaż co do tego ostatniego część osób nadal ma wątpliwości. Dla nich zwierzę to owłosiona, bliżej niesprecyzowana istota, przemieszczająca się na czterech łapach. Może to być pies, słoń, żyrafa, kot, koń, a nawet małpa. Ale ryby? Żyją pod wodą, nie mają nóg ani rąk, nie mają szyi. Nie przypominają zwierząt.

Uwierzycie, że podobne refleksje obecne są w dzisiejszym społeczeństwie? W XXI wieku, ponad 150 lat po sformułowaniu założeń ewolucji, w okresie rozwoju nauk biologicznych i genetyki, podróży kosmicznych, ludzie wciąż myślą, że ryby to nie zwierzęta? To mentalne średniowiecze opanowało tysiące z nas. Bo nawet jeśli zgodzimy się co do tego, że ryby to jednak zwierzęta, nie interesuje nas ich ból i cierpienie. Bo one przecież nie cierpią – są rybami. Nie słyszymy ich krzyku, nie widzimy wykrzywionej w grymasie, pełnej przejmującego bólu twarzy. Ryby nie mają mimiki. Czy to znaczy, że nie cierpią? Na „zdrowy chłopski rozum” prawdopodobnie nie.

Z naszym „zdrowym chłopskim rozumem” jest jednak pewien problem. Podobnie jak z intuicją i zdrowym rozsądkiem. W większości wypadków mija się z prawdą.

Na „zdrowy chłopski rozum” fizyka kwantowa nie ma najmniejszego sensu. Nas zdrowy rozsądek podpowiada nam, że czas obowiązuje wszystko i wszystkich w jednakowy sposób. Dzisiejsza nauka sugeruje jednak zupełnie co innego – czas jest względny.

Badania na przestrzeni lat zadały kłam większej części naszych „ludowych mądrości”. Z jakiegoś powodu trudno nam się z tym pogodzić.

Nadal wolimy upierać się przy świątecznej tradycji spożywania karpi, chociaż sama tradycja ma dla nas zupełnie drugorzędne znaczenie. Niewielu jej obrońców przyklaśnie brutalnej praktyce obrzezania kobiet. Wystarczy odrobina wyobraźni by zrozumieć, że tradycja nie powinna być usprawiedliwieniem przemocy i cierpienia. Tradycje, które nie są w porządku można i należy zmienić. Wszystkie zdaje się, z wyjątkiem naszej… bo ryby nie cierpią.

Ryby nie cierpią, czas płynie dla wszystkich jednakowo, a Ziemia jest płaska (przecież z niej nie spadamy kiedy jesteśmy do góry nogami). Tyle „zdrowy rozsądek”. A co na temat zdolności ryb do odczuwania bólu ma do powiedzenia nauka?

Cytując zoologa, prof. Andrzeja Elżanowskiego:

Ludzie wydają się uważać, że ryby nie czują bólu, ponieważ nie krzyczą, ale jest to całkowicie fałszywe przekonanie. Zarówno anatomicznie i psychologicznie, układ bólowy jest praktycznie taki sam u psów, kotów i ludzi.

Nic dziwnego. Ryby to w końcu zwierzęta. Dlaczego miałyby być pozbawione zdolności odczuwania bólu? Ryby żyją, oddychają, poruszają się, reagują. Dlaczego miałyby nie odczuwać bólu skoro potrafią na niego zareagować? Zapytaliście kiedyś o to swój „zdrowy rozsądek”?

Według raportu „Report of the Panel of Enquiry Into Shooting and Angling”

Tkanki ryby, kiedy jest wyjęta z wody, są poddane na powietrzu ciśnieniom o wiele zmniejszonym i innym od tych, którym są poddane w wodzie. W rezultacie następują znaczące zmiany w obwodowych systemach oddziałujące na system limfatyczny, ciśnienie żylne krwi oraz oddychanie. Krwawienie występuje w skrzelach i, zamiast się rozpraszać, krew krzepnie zmniejszając efektywność oddychania..

Podobnych badań są setki. Jeżeli kogoś rzeczywiście interesują odczucia ryb i ich zdolność do odczuwania bólu znajdzie je bez problemu. Pozostali nie będą zainteresowani burzeniem swojego wygodnego światopoglądu.

Kiedy już pogodzimy się z tym, że ryby to zwierzęta i jednak, wbrew społecznym stereotypom, czują ból zaczynamy bawić się w opowieści o rybiej głupocie. Zupełnie tak jakby inteligencja zwierząt miała decydujący wpływ na nasze decyzje konsumenckie. Na pewno znasz dziesiątki głupich ludzi, którzy doprowadzają cię do szału swoim zachowaniem i komentarzami. A twój pies? Jest zapewne od nich jeszcze głupszy. Nie potrafi nawet pomnożyć 5 przez 6. Mimo to nigdy nie przyszłoby ci do głowy zaserwować go na talerzu swoim najbliższym.

Wszystko to na marginesie badań naukowych nad zdolnościami poznawczymi ryb. Cytując biologa Culuma Browna:

Ryby są bardziej inteligentne niż nam się na pozór wydaje. Na wielu płaszczyznach, tak jak na przykład pamięć, ich możliwości poznawcze są takie same lub nawet większe niż u kręgowców, włączając w to ssaki (oprócz człowieka)

Ostatnim argumentem zwolenników świątecznej tradycji jest… zdrowie. Media od lat bombardują nas wiadomościami o rzekomo pro zdrowotnych właściwościach rybiego mięsa. Programy śniadaniowe, magazyny dla kobiet, książki kucharskie – wszyscy przekonują nas, że ryby są obowiązkowym składnikiem zbilansowanej diety. Nikogo nie interesuje wydane w 2002 roku ostrzeżenie Federacji Konsumentów w Wielkiej Brytanii, które ostrzega przed wysokim stężeniem dioksyn w rybim ciele. Badania dowiodły, że ponad 60 % tuńczyków błękitnopłetwych łowionych w morzu Śródziemnym przekracza unijne normy stężenia rtęci. Nic dziwnego. Nasze morza i oceany już dawno przeżarł brud i toksyny.

Brytyjska Agencji ds. Standardów Żywności zaleca wręcz ograniczenie ryb oleistych ale nie tylko:

Ostatnie badania wskazują, że również niektóre ryby białe (nieoleiste, przyp. Redakcji), m.in. halibut, turbot, rekinek i strzępiel, a także kraby mogą zawierać porównywalne do ryb oleistych ilości dioksyn i PCB

A co ze słynnymi kwasami omega-3? Ryby nie są jedynym ich źródłem. Doskonałą roślinną alternatywę stanowią ziarna siemienia lnianego i orzechy włoskie. Łyżeczka mielonych ziaren siemienia pokrywa dzienne zapotrzebowanie na kwasy omega-3 dostarczając przy tym całej gamy dodatkowych mikro i makro elementów.

Ryby pochodzące ze stawów hodowlanych mają dodatkowo niższy wskaźnik kwasów omega-3 aniżeli ryby wolno żyjące. Wszystko za sprawą nisko jakościowej paszy roślinnej, którymi karmione są przemysłowo hodowane ryby. Nie zapominajmy, że nawet ryby z hodowli nie są wolne od zanieczyszczeń i toksyn generowanych przez przemysł.

Co w takiej sytuacji robić? Skoro już wiemy, że ryby są zwierzętami, czują ból, myślą, ich mięso może być do pewnego stopnia zanieczyszczone, a kwasy omega-3 znajdziemy również w produktach roślinnych? Kupować filety, jak sugerują zwolennicy „humanitarnego zabijania”? Czy karpie pochodzące ze stawów hodowlanych, wcześniej zabite i dostarczone do sklepu rzeczywiście były traktowane humanitarnie?

Gęstość zarybienia w stawach jest obecnie nawet 200 razy większa niż w XIX wieku z powodu intensywnego zapładniania, karmienia oraz niszczenia nieproduktywnych roślin i zwierząt. To dlatego stawy tak śmierdzą! Faza ostateczna zaczyna się jesienią, kiedy w wieku trzech lat zwierzęta są wyławiane i transportowane do stawów-przechowalni, gdzie, zamiast hibernacji, oczekują w pełni świadomości na Świąteczną rzeź. Ponieważ karpie segreguje się w stawach według wieku, w przeciągu swojego życia każdy karp doświadczy kilkakrotnie wyławiania i transportu.

To wszystko boli. To nie jest humanitarne i nigdy nie będzie.

Zamiast więc bawić się w coraz to nowe wytłumaczenia świątecznej rzezi, przerzucać się intelektualną akrobatyką i uparcie zaprzeczać badaniom naukowym po prostu przestańmy jeść ryby. Zacznijmy od karpi.

Ściągnij nasze materiały:

http://www.krwaweswieta.pl/pobierz.php

Więcej informacji znajdziesz na:

http://www.krwaweswieta.pl/

http://vege.com.pl/zdrowie-2/niezdrow-jak-ryba.html

http://ryby.empatia.pl/

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares