24 kwietnia – Światowy Dzień Zwierząt Laboratoryjnych

24 kwietnia nazywany jest również Międzynarodowym Dniem Przeciwko Wiwisekcji, dla jednych jest zatem zaledwie rocznicą upamiętniającą każdą jednostkę pozaludzkiego gatunku wykorzystywaną w eksperymentach, dla innych ważną okazją do podjęcia działań, które zmierzają do całkowitego zniesienia uprzedmiotawiania zwierząt przez naukę.

Fot: Joanne McArthur, http://www.weanimals.org/photographs.php#32

12 marca 2013 roku na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pojawiła się informacja o przyjęciu przez Radę Ministrów założeń projektu ustawy o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych.

Oznacza to dostosowanie polskiego prawa do dyrektywy Unii Europejskiej, co w praktyce oznacza:

  • Podjęcie zobowiązania do ograniczenia doświadczeń na zwierzętach do niezbędnego minimum, czyli wykorzystania metod alternatywnych we wszystkich sektorach, dla których są już one dostępne.
  • Polepszenie jakości życia wykorzystywanych zwierząt: warunków przetrzymywania, transportu, wymuszenie na dostawcach i hodowcach powołania doradców posiadających wiedzę o dobrostanie zwierząt, stworzenie programów przywracania wykluczonych z badań zwierząt do środowiska naturalnego bądź poszukiwania dla nich domów.
  • Nałożenie na laboratoria naukowe obowiązku powołania osób odpowiedzialnych za przestrzeganie przepisów ustawy, które będą miały do dyspozycji lekarza weterynarii lub innego eksperta specjalizującego się w zakresie medycyny zwierząt laboratoryjnych.
  • Stworzenie bazy wszystkich ośrodków prowadzących badania na zwierzętach, poddanie ich wnikliwej kontroli i zobowiązanie do publikacji streszczeń projektów naukowych, w języku zrozumiałym dla społeczeństwa, przedstawiających dokładne uzasadnienie konieczności wykorzystywania zwierząt w prowadzonych doświadczeniach.
  • Restrukturyzację lokalnych komisji etycznych.

Po wielu latach możemy liczyć na transparentność uczelni i pracy komisji etycznych, których członkowie są naszymi przedstawicielami. Nie będzie to jednak możliwe, jeśli nie zainteresujemy się wdrażaniem tego projektu w konkretnych jednostkach. Aktualnie w Polsce w wielu miastach odbyła się premiera filmu Maximum Tolerated Dose, z tej okazji po jednym z seansów mieliśmy okazję spotkać się z członkinią lokalnej komisji bioetycznej. Odkryła ona przed nami realia pracy takiej komisji, które z pewnością warte są bliższego zainteresowania. Zaznaczam, że informacje te dotyczą tylko jednej placówki i nie należy ich uogólniać na wszystkie ośrodki w Polsce. Ponadto wypowiedziane zostały podczas swobodnej dyskusji po projekcji filmu, nie należy więc ich mylić z żadnym oficjalnym stanowiskiem. Czego się zatem dowiedzieliśmy?

Po pierwsze musimy się przestać łudzić, że wszyscy członkowie komisji posiadają szeroką wiedzę z zakresu dostępności metod alternatywnych dla prowadzonych eksperymentów. Obowiązek przedstawienia informacji o tym czy takie metody istnieją dla konkretnego badania, ciąży na wnioskodawcy. W praktyce oznaczać by to mogło, że np. doktorant, który składa wniosek o prowadzenie badań na 100 królikach, musi napisać we wniosku czy istnieją dla tych badań metody alternatywne. Oczywistym wydaje się fakt, że w jego interesie leży wykazanie doniosłości badania i konieczności wykonania go w taki sposób, jak zostało zaprojektowane. Ciężar spada więc na komisję, z której być może jedynie jedna, dwie (na dziewięć) osoby jest w stanie ocenić zasadność podejmowanych badań dysponując rozległą wiedzą z zakresu danej dyscypliny, pozostałe osoby muszą więc polegać na jej opinii.

Po drugie przedstawiciele organizacji pozarządowych najczęściej głosują za odrzuceniem większości wniosków przedstawianych komisjom (czasem do opinii negatywnych dołącza przedstawiciel etyki), jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie są to osoby wyszkolone w znajomości metod alternatywnych, które nie dysponują wiedzą na temat analogicznych badań wykonywanych w innych ośrodkach na świecie. Co za tym idzie ich głos może nie być wiarygodny dla pozostałych członków komisji i obawiam się, że tak najczęściej jest odbierany.

Po trzecie warto zauważyć, że specjaliści z danych dziedzin bardzo często mogą nie dysponować wiedzą na temat niepowodzeń naukowych. Najczęściej nie publikuje się bowiem wyników badań, które zakończyły się fiaskiem. Nie trudno się domyślić, że w praktyce może to oznaczać powielanie w wielu ośrodkach na świecie tych samych eksperymentów, choć wykazano już, że są one nieefektywne.

No i na koniec z relacji członka komisji podczas naszej po-filmowej dyskusji, dowiedzieliśmy się, że w kolejnych głosowaniach pozytywnie opiniowane są wszystkie dostarczane wnioski i to jedynie przedstawiciele organizacji pozarządowych głosują przeciw.

Oczywiście to tylko kilka wyimków ze spotkania, które pokazują jak istotna jest transparentność w tematyce wykorzystywania zwierząt laboratoryjnych. Z racji tego, że w Polsce do tej pory nie powstała żadna duża kampania zajmująca się tą tematyką, proponuję by każdy z nas zajął się nią lokalnie na własną rękę. Zastanawiając się nad tym, co możemy zrobić, chciałabym zaproponować następujące kroki:

  • Na stronie stoptestom.info znajdziecie prezentację, która zawiera bardzo istotne dane na temat testów wykonywanych w naszym kraju – cele, ilość wykorzystywanych zwierząt. Od tego warto zacząć.
  • Następnie na stronie MNiSW możecie sprawdzić wykaz jednostek uprawnionych do przeprowadzania doświadczeń na zwierzętach.
  • Między innymi na stronie altweb znajdziecie największą ilość informacji o dostępnych metodach alternatywnych, bazy danych dla naukowców, najnowsze dane wskazujące na brak skuteczności stosowania poszczególnych modeli odzwierzęcych w różnych badaniach.
  • Zaś m.in. na stronie NCN dostępne są informacje o tym, które granty (w tym te wykorzystujące w badaniach zwierzęta) otrzymały finansowanie ze środków, które pochodzą z Waszych podatków.

Następnie proponuję:

  • odnajdźcie najbliższe Was ośrodki;
  • domagajcie się od nich przejrzystości, publikacji informacji o tym jakie badania wykonują, jaka ilość zwierząt jest wykorzystywana, jakie są cele tych badań
  • wzorem Henry’ego Spiry możecie zacząć od konkretnego badania – oprotestować chociażby badania na zwierzętach prowadzone na rzecz innych zwierząt (np. badania na zwierzętach futerkowych służące przemysłowi futrzarskiemu itd.); badania prowadzone przez psychologów; badania zlecane na rzecz prywatnych koncernów, które nie służą leczeniu chorób istotnych dla ludzkości; konkretne granty badawcze;

Należy jednak pamiętać, że jest to problem skomplikowany, dlatego konieczne jest zdobycie jak największej wiedzy z tego zakresu. Zauważmy, że dziś prawie każdy lek, przed dopuszczeniem go jako bezpiecznego do stosowania u ludzi, jest testowany na zwierzętach. Problematyka wykorzystywania zwierząt w laboratoriach stanowi więc ogromne wyzwanie, zwłaszcza zważywszy na dominujący w naszym społeczeństwie kult nauki, której założenia i działania są niezwykle rzadko kwestionowane. Samo odwołanie do etyki (tego, że mamy do czynienia ze świadomymi i samoświadomymi jednostkami, które przeżywają emocje analogicznie do nas, podobnie odbierają ból, deprawację sensoryczną, odseparowanie od bliskich) dla wielu nie będzie wystarczające. Wydaje mi się, że najlepsze co możemy dziś zrobić dla zwierząt laboratoryjnych, to podjąć wysiłek edukacji w tym temacie, by pokazać, że w dzisiejszym świecie większość prowadzonych badań nie da się obronić również z perspektywy nauk stosowanych, a nie tylko etycznych teorii.

Na koniec warto się zastanowić, jakie są nasze osobiste obowiązku wobec poszczególnych indywiduów, których wykorzystywanie, dręczenie i zabijanie jest usprawiedliwiane korzyściami dla nas i naszych bliskich. Być może te obowiązki powinny już dawno wykroczyć poza zdobywanie wiedzy?

Tekst: Urszula Zarosa

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares