Kolejka – nazywając rzeczy po imieniu

Długa kolejka. Tutaj zawsze są długie. Nie brakuje chętnych. Jest ich nawet więcej, niż przy półkach z mąką, cukrem i tłuszczem połączonych w jedno i zapakowanych w ładne, kolorowe papierki (ach, jak miło szeleszczą przy rozpakowywaniu – coś co tak szeleści i przyjemnie rozpuszcza się w ustach nie może być grzeszne). Trzeba sobie dogadzać pieszcząc kubki smakowe. Czasy są smutne, więc lepiej sięgać po łatwo dostępne przyjemności, niż dokonywać rewolucji, zaczynających się od własnych myśli.

shutterstock_134362790

Stańmy więc w kolejce. Batony będą później, ucztę rozpocznijmy od „konkretnej” strawy. Tak, my również musimy zaglądać przez ramię stłoczonej masie ludzkiej, by wybrać najświeższe i najsmaczniejsze kąski. Rozpychajmy się łokciami i walczmy o swoje miejsce w kolejce.

– Hola, hola, spokojnie! Trupów jest przecież dużo! Starczy dla wszystkich! – Krzyczy ekspedientka.

Zatrzymajmy się. Ekspedientka – wielka kobieta, by nie rzec – baba, w białym fartuchu, z włosami wepchniętymi pod czepek. Ogromne, spracowane dłonie, nie raz spłukiwała z nich krew.

– Taka praca, proszę pana. Praca, jak każda inna. – Wzruszenie ramion, następny klient.
– A te rączki świeże?
– Tak, dwa dni temu zostały odcięte od zaledwie pięcio letniej dziewczynki.
– Ach, to fantastycznie! Poproszę dziesięć sztuk!

Ekspedietka podaje rączki z powykrzywianymi paluszkami i pożółkłymi paznokciami. Nadadzą się na zupkę, a kosteczki doje jamnik Mikuś, żeby nic się nie zostało wyrzucone. Nie można marnować jedzenia, przecież każdy wie, że to grzech. Lecz nie martwcie się, w tym dziale nic się nie marnuje! Można znaleźć na przykład części rosołowe. Piękna nazwa. A pod nią ukryte fragmenty ciała, które pozostają po odcięciu wszystkich innych, smaczniejszych. Część rosołowa to na przykład szyjki. Im smuklejsza szyja, tym lepsza. Nie znajdziecie na niej ozdobnych łańcuszków. Te szyjki zostały wyhodowana do zamordowania. Nie mają głowy, nie mają myśli, nie mają uczuć. Czy cierpią? A co to znaczy? Mięso i cierpienie to oksymoron, proszę Pana. Mięso jest do jedzenia, a nie analizowania.

– Droga pani, a ja bym kupiła kilogram piersi. Proszę wybrać najpiękniejszą, bo to dla mojego synka.
Synek stoi obok, kurczowo trzymając się nogawki spodni matki. Ładny chłopczyk. Ten nie jest do jedzenia, ten jest do rozpieszczania.
– Czy ta może być?
– Jakaś taka chudziutka…
– To pierś młodej mamy, wykarmiła tylko pięcioro dzieci, nie jest więc taka zła. Niektóre wykarmiają o wiele więcej.
– To zależy, z jakiej są hodowli – tłumaczy klient stojący obok. – Niektóre  z nich traktują mięso w sposób bardzo niehumanitarny i kobiety zachodzą w ciążę natychmiast po zakończeniu poprzedniej, jedna po drugiej. Karmią piersią nieprzerwanie. Z takich hodowli lepiej nie kupować, bo przecież powinien być zachowany okres kilku miesięcy między ciążami, żeby mięso zdąrzyło się zregenerować.

Ekspedietka szuka więc innej sztuki. Jest! Co prawda trochę ocieka krwią, ale jest to tak naturalne, że nikt nie zauważa. A jakie ma być, proszę Pana? Przecież wiadomo, że to mięso, a nie jakieś siano pozbawione smaku. Siano proszę Pana, to nie jedzenie. Kawał kotleta to jest obiad, a nie zieleniny pomieszane z ziarnami! Żona opłucze z krwi, oddzieli żylaste chrząstki, po łokcie ubrudzi się zwłokami, ale jak usmaży, to nawet by Pan nie poznał, że mięso chodziło kiedyś na dwóch nogach i oddychało.

-Mamusiu – mówi chłopiec – dlaczego niektórzy ludzie stoją w kolejce, a inni są poćwiartowani i przeznaczeni do jedzenia?
– Głuptasku, tak po prostu już jest. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, jednen musi dać się zjeść, żeby drugi nie był głodny.
– A gdybyśmy robili zakupy w innym dziale? Czy bylibyśmy głodni albo chorzy?
– Niby nie… – matka musi się zastanowić, ponieważ pytanie jest zbyt trudne. – Zadajesz dziecinne pytania. Zawsze ludzie jedli mięso i będą jeść, kto by to analizował!

Rozmowa się przedłuża, ponieważ dziecko nadal nie może zrozumieć, dlaczego stoi przed ladą pełną zamordowanych stworzeń, które jeszcze niedawno żyły. Odczuwały głód, czy może przejedzenie, strach, ból, niewygodę, przerażenie. Towarzyszyły im każdego dnia swojego krótkiego życia. Nie wiedziały, że za żelazną kratą są zielone łąki, słońce, wolność. Instynktowanie tęskniły jednak za czymś, co musiało przecież istnieć poza ciasnotą, cierpieniem, lękiem. Może czekały, aż ich życie się zmieni. Miały nadzieję. A może tylko chciały jak najszybciej odejść i odrodzić się jako stworzenia nie będące tylko „żywcem wieprzowym”? Poprawne słowo – żywiec, bo przecież wegetacji nie można nazwać życiem.

Do kolejki podchodzi dziwny człowiek. Wariat albo świr jakiś. Próbuje tłumaczyć masie ludzkiej, podekscytowanej zapachem świeżych trupów przerobionych na szyneczkę, że nie powinni jej jeść. Mówi, że jedząc zwłoki nie można czuć się lekko i zdrowo. Zabite ciało gnije, tak samo kiedy długo leży na ladzie i tak samo zalegając w ludzkich jelitach. Śmierdzi. Rozkłada się. Zatruwa organizm.

– Ludzie! Nie jedźcie śmierci! – nawołuje.

A oni tylko pukają się w czoła i wracają do zakupów. Zostały jeszcze do wzięcia: golonka zadnia bez kości utuczonej kobiety, podgardle rosłego mężczyzny, irlandzkie kotleciki dziecięce, zarżnięty wczoraj bezdomny chłopak, a także zmielona młoda dziewczyna (z gospodarstwa ekologicznego! Miała także szybką i bezbolesną śmierć – jak zachęca producent) i gotowy zestaw na grilla (zestaw wyśmienitych, świeżych mięs specjalnie przygotowanych – przyprawionych i zamarynowanych – do wrzucenia na grilla; prawdziwa uczta dla całej rodziny).

Nad ladą wisi kilka ogromnych plansz. A na nich znajdują się w kolejności: kobieta, mężczyzna, dziecko. Uśmiechają się, a części ich ciała opisane są handlowymi nazwami, których odrąbane części można kupić u producenta. Obok napis: „każdy człowiek marzy, by nimi być”. Szkoda tylko, że ci zabijani na strawę nie wyrazili na to zgody, bo nikt ich o to nie pytał. Pan będzie zjadany, a pan będzie zjadaczem. Bo nie ma sprawiedliwości, proszę Pana. Wziąłby się Pan lepiej do uczciwej pracy, zamiast oceniać innych. Kupuje Pan, czy nie? Nie? To proszę stanąć obok. Pyta Pan, czy nie można kupić zwierząt, zamiast ludzkich części ciała. Proszę Pana, a co Pan sądzi, że człowiek to nie zwierzę? Że zjedzenie świni to mniejszy grzech? Proszę nie być naiwnym. Istoty żyjące dzielimy na rośliny i ssaki, a ludzie znajdują się w tej drugiej grupie. Człowiek to organizm jednokomórkowy lub wielokomórkowy, cudzożywny, zwykle mający zdolność ruchu. Dlaczego mamy więc jeść krowy, a nie mięso z ludzi? Że to niehumanitarne? A koń, czy świnia mniej odczuwają cierpienie? Dlaczego cierpienie jednego stworzenia ma być ważniejsze i trudniejsze do zniesienia od cierpienia innego?

– Proszę Państwa, to głupia i niepotrzebna dyskusja! – wtrąca się kobieta stojąca obok. – W kilku słowach wytłumaczę Wam to logiczne przecież zjawisko. Niektóre stworzenia, czy to kury, krowy, czy ludzie, są hodowane na mięso. Inne, na przykład psy, są hodowane do głaskania i kochania. Dlatego wielkie zabijalnie znajdują się daleko poza miastami, żebyśmy nie musieli zadawać sobie pytania, dlaczego akurat tamte ssaki staną się kotletem, a nie my sami. Lepiej o tym nie myśleć, to proste. No bo, proszę pomyśleć, gdyby tak każdy zobaczył, jak torturowane i mordowane są ssaki, przecież nikt by ich tknął! I co wtedy? Przestalibyśmy jeść mięso, proszę Pana!
– Rzeczywiście, to byłoby absurdalne. Poproszę kawałek schabiku. Świeżego!

Marta Bukowska

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares