Anatomia zwierzęcego szaleństwa

Ostatnio wiele mówi się o pomylonych zwierzętach: o małpach, które wyrywają sobie włosy z głowy, o szympansach cierpiących na zaburzenia psychiczne, o orkach-zabójcach, o słoniach seryjnych mordercach. Istnieje niemal Everest dokumentów opisujących zwierzęta, które podobnie jak ludzie, w (nie)sprzyjających okolicznościach popadają w obłęd.

Rozpacz i depresja ogarniają wszystkie stworzenia, gdy ich ogół jest zabijany a nieliczne oszczędzone jednostki  są torturowane i przetrzymywane w ogrodach zoologicznych oraz laboratoriach.

Te fakty to nic nowego. Szkodliwe skutki więzienia zwierząt są znane od wieków. W początkach XX wieku i jeszcze przed Darwinem, pracownicy ogrodów zoologicznych i badacze historii naturalnej opisywali papugi wyrywające sobie pióra, dzieciobójcze tygrysy i inne zwierzęta wykazujące zaburzenia psychiki.  Nowe jest natomiast uznanie, że zwierzęta podobnie jak ludzie mają umysł i są czymś więcej niż zbiorem reakcji. Obecnie równie powszechnie jak o obłędzie mówi się o uczuciach zwierząt, podczas gdy jeszcze niedawno oznaki rozpaczy u zwierząt tradycyjnie nazywano ‘anormalnym’ lub ‘zboczonym’ zachowaniem, nie robiąc żadnych odniesień do psychiki. Uznawano, że zwierzęta ‘wykazują zachowania’ ale tylko ludzie myślą i czują.

Mimo to, granica pomiędzy ludźmi a zwierzętami jest nadal zazdrośnie strzeżona. Nawet ludzie pilnie studiujący zwierzęce umysły wykazują wiele determinacji aby zachować dystans od obiektów swoich badań. Kiedy badania wskazujące na podobieństwo pomiędzy ludźmi a zwierzętami zaczynają przemawiać na korzyść uznania praw zwierząt, zostają one zakwestionowane i poddane niekończącym się procedurom dowodowym. Monotonne kołysanie i krzyki szympansów zamkniętych w laboratoryjnych klatkach są określane jako ‘oznaki w pewien sposób podobne’ do sytuacji ludzi cierpiących na zespół stresu pourazowego. A wszystko to pomimo rosnącej liczby artykułów charakteryzujących najbliższy nam genetycznie gatunek jako istoty tak nam epigenetycznie pokrewne, że ich subiektywne doświadczenie i jego symptomy można porównywać do ludzkich.

Niestety wiedza o obłędzie zwierząt, podobnie jak same zwierząta znajduje się pod kontolą nauki i naukowców. Pod pozorem ‘badań’, ‘postępu’ czy ‘większego dobra’ miliardy zwierząt są ofiarami ludzkiego intelektu. A o prawdziwym znaczeniu badań nad zwierzęcym obłędem mówi się niewiele. Teraz, jak na ironię, okazuje się, że ludzie również są ofiarami naukowców i lekarzy.

(…)

Gay BRADSHAW
Tłumaczenie: Marta Eggers

Całość artykułu dostępna w papierowym wydaniu czwartego numeru Zeszytów Praw Zwierząt oraz tutaj.

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares