Moja włoska wege przygoda

Po roku podróżowania, wolontariatu i przemierzania Europy na rowerze, ja  – Ola i mój chłopak Dario potrzebowaliśmy trochę odpoczynku w stacjonarnym miejscu. Założyliśmy, że najłatwiej będzie nam dostać pracę w naszych rodzimych krajach. Zaaplikowaliśmy na stanowisko pary odpowiedzialnej za prowadzenie B&B w włoskim parku narodowym Cinque Terre. Nie zdawałam sobie sprawy, że jest to obszar tak popularny i oblegany przez turystów, dodam, że o konkretnej zawartości portfela. Pensjonat, cztery pokoje i dwa apartamenty, położony był na wzgórzu, z dala od sklepów i restauracji, także logiczne wydawało się otwarcie na miejscu małej jadłodajni. Na początku tylko na potrzeby gości, ale biznes się rozrastał i w zeszłym roku otworzył swoje podwoje dla wszelkich turystów. . Właściciel zapewnił autonomię w opracowaniu menu, jedyny warunek dotyczył oferowania ryb przez niego złowionych, które Dario zobowiązał się przygotowywać. Gotować uwielbiamy, także liczyłam na robienie tego co lubię i w czym jestem dobra. Zawsze wszyscy chwalili moją zdrową, lekką i kreatywną kuchnię, więc nawet mi nie przyszło do głowy, że ludzie mogą nie chcieć zamawiać moich wegetariańskich opcji!

widok2

Planowałam, że codziennie będę robiła inną pastę, z czarnych oliwek, suszonych fig i kaparów, z dyni i suszonych pomidorów, hummus, quiche na spodach z kaszy jaglanej i marchewek i zdrowe desery według przepisów z Jadłonomii. Dość szybko okazało się, że turysta przyjeżdżając nad Morze Liguryjskie oczekuje jedzenia świeżo złowionych ryb, owoców morza i anchois, hitu regionu. Włoski turysta ma jeszcze większe wymagania, nie tylko do produktów, ale i ilości i kolejności posiłków. Pierwszy raz zetknęłam się z włoskim porządkiem primo piatto i secondo piatto – pierwsze danie to makarony i risotto, drugie to ryby i mięsa podawane z ziemniakami lub sałatą. Jeśli lubisz zjeść ryż z rybą to zapomnij! Ucztę powinno poprzedzać nie tylko antipasti (przystawka), ale również aperitivo – drink podawany z chipsami i solonymi orzeszkami. Na koniec obowiązkowo dolce, najchętniej tiramisu lub crostata, kawa niezależnie od godziny i kieliszeczek digestivo, mające rzekomo wspomóc żołądek przy strawieniu tych jakiś 2000 kcal.

Starałam się urozmaicić mój styl gotowania bardziej uniwersalnymi czy włoskimi akcentami: spód tarty zmieniłam na zwykły mączny, dodawałam ricottę, granę padano czy pecorino gdzie się dało, dania przyozdabiałam pesto, zupy gotowałam ze znanych warzyw, kopru włoskiego czy czarnej kapusty. Nie znoszę marnowania żywności, więc pociechę znajdowałam w tym, że nawet jeśli klienci nie zamawiali tego co przygotowałam, to my zjadaliśmy to ze smakiem. Zdarzały się oczywiście dobre momenty i każdy wybrany posiłek wege był pozytywnym zaskoczeniem i moim małym sukcesem. Nie zapomnę Ketana z Indii, zachwyconego paprykami w sosie pomidorowym nadziewanych ryżem, z którym rozpoczęliśmy dyskusję na temat wegetarianizmu, że skoro możemy zrobić dobrze dla siebie, dla zwierząt i dla planety to czemu nie; Freda z Francji oniemiałego po spróbowaniu pesto z szałwii i dopytującego o moją autorską recepturę czy Andrei z Rumunii, która z otwartą głową przez 4 dni próbowała wszystkich moich wynalazków, zachęcała do rozpoczęcia eko uprawy warzyw w ogródku
i potem serwowania ich gościom.

Finalnie z pracy zrezygnowaliśmy. W biznesie, którego podtytuł brzmi ittiturismo (aktywność związana z połowem ryb) moja wegetariańska agitacja okazała się walką z wiatrakami.

Śpieszę jednak z pozytywnym wydźwiękiem historii! Po mieszkaniu we Włoszech naprawdę doceniłam rodzime podejście do jedzenia, tradycyjne głównie z okazji Świąt, ale na co dzień personalne i luźne, otwartość na różne typy kuchni, brak zamykających się restauracji w porze obiadowej, niezliczoną ilość knajp wegetariańskich i wegańskich, szeroką dostępność tanich kasz. Polska jest naprawdę krajem przyjaznym diecie roślinnej! Przebierajmy w warzywach, pastach, zamiennikach mięs i serów, kupując oczywiście rozsądnie, zdrowo, lokalnie i sezonowo.

Podrzucam także kilka przetestowanych smakowitych przepisów:

Aromatyczny ryż

po jednej łyżeczce szafranu, kuminu, cynamonu, soli, pieprzu

½ łyżeczki papryki ostrej

3 liście laurowe

3 cebule

400 g ryżu

30 g oliwy

850 ml bulionu warzywnego

100 g nerkowców

Rozpuść szafran w około 1/3 szklanki zagotowanej wody. Cebulę pokrój w drobną kostkę. Rozgrzej oliwę na patelni i smaż cebulę 3 minuty. Dodaj dodatkową porcję oliwy, wszystkie przyprawy i smaż kolejne 2 minuty. Dodaj ryż i smaż aż będzie szklisty (2-3 minuty). Dodaj rozpuszczony szafran i bulion. Doprowadź do wrzenia, zmniejsz ogień i gotuj pod przykryciem około 20-25 min. Pod koniec gotowania dodaj pokruszone orzechy. W razie potrzeby dopraw solą i pieprzem. Ryż jest pyszny do jedzenia solo lub do nadziewania papryk, cukinii czy bakłażanów.

ryż

Tarta z marchwiowym pesto  

250 g mąki pełnoziarnistej

80 ml oleju słonecznikowego

100 ml ciepłej wody

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka soli

6 średniej wielkości marchewek

po 2 łyżeczki nasion kolendry i kuminu

po 1 łyżeczce soli i pieprzu

3 ząbki czosnku

sok z jednej limonki

2 łyżki tahiny

łyżka natki pietruszki

oliwa do konsystencji

kilka suszonych pomidorów, pietruszka i ziarna sezamu

Do miski nalej przegotowaną ciepłą wodę i dodaj olej. Wymieszaj i dodaj sól. Połącz mąkę
z sodą. Suche składniki stopniowo dodawaj do mokrych mieszając na początku łyżką a potem wyrabiając ciasto rękami. Gotowe ciasto zagnieć w kulę i wstaw do lodówki na 30 min. Przygotuj marchewki: obierz, pokrój w plasterki, dodaj kumin i sól, czosnek, polej oliwą z oliwek i wymieszaj. Rozłóż równomiernie na blasze do pieczenia. Schłodzone ciasto rozwałkuj, wyłóż na formę do tarty, nakłuj widelcem i piecz w piekarniku 15 min w 180o. Podkręć piekarnik do 250o, wstaw marchewki i piecz około 20-30 minut (do miękkości). Zmniejsz temperaturę z powrotem do 180o. Wystudzone marchewki przełóż do kielicha blendera, dodaj kolendrę, pieprz i tahinę i zmiksuj. Dodaj sok z limonki, natkę pietruszki i 2-3 łyżki oliwy. Zmiksuj na gładką pastę. Na podpieczonym spodzie rozsmaruj pesto. Na wierzch połóż kawałki suszonych pomidorów. Piecz 25 min w 180o. Przyozdób uprażonymi ziarnami sezamu i natką.

tarta

Zupa z kopru włoskiego (wg. Kwestii Smaku)

3 łyżki oliwy

1 cebula

1 por

1 koper włoski

1 duży ziemniak

1 kwaśne jabłko

1 łyżeczka suszonego tymianku

1 łyżeczka kurkumy

1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego

1 litr bulionu jarzynowego

W garnku na oliwie usmaż pokrojoną w kosteczkę cebulę. Pora przekrój wzdłuż na pół
i dokładnie opłucz, następnie posiekaj w poprzek na desce i dodaj do cebuli. Smaż przez ok. 4 min co chwilę mieszając. Koper włoski opłucz, odetnij koperek przy końcach i zachowaj go do dekoracji. Bulwę przekrój na pół a następnie w plasterki. Dodaj do garnka i smaż co chwilę mieszając przez ok. 4 minuty. W międzyczasie dodaj obranego i pokrojonego w kosteczkę ziemniaka, a pod koniec obrane i pokrojone jabłko. Dodaj tymianek, kurkumę i nasiona kopru włoskiego, dopraw solą oraz świeżo zmielonym pieprzem. Wlej gorący bulion i zagotuj. Gotuj przez ok. 13 minut do miękkości ziemniaków. Zupę dokładnie zmiksuj blenderem. Polecam polać gęstym sosem balsamicznym i rozprowadzić go kilkoma ruchami noża góra-dół tworząc piękny wzorek. Posyp pokrojonym koperkiem z kopru włoskiego.

zupa

Buon appetito!

Aleksandra Pogoda

 

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares