LIBERACION ANIMAL YA, czyli aktywizm w Barcelonie

Na jednej z manifestacji w stolicy Katalonii przeciw dyskryminacji gatunkowej (antiespecismo) zobaczyłam plakat z napisem Głosuję za prawami zwierząt (Yo voto por los derechos de animales), gdzie słowo głosuję (voto) było przekreślone, a nad nim napisano walczę (lucho). Moim zdaniem to świetne zobrazowanie tego, jak wygląda aktywizm na rzecz zwierząt – możesz popierać postulaty prozwierzęce albo o nie walczyć.

Tekst: Katarzyna Krawiec

Kiedy już przejdziesz na weganizm, dokonasz w sobie tej transformacji i zobaczysz dużo wyraźniej to, co zawsze było, ale jakoś tak bardziej zamglone. Zaczyna narastać w tobie bunt. Nie zgadzasz się z tym, jak traktowane są zwierzęta, politycy milczą na temat masowych hodowli, twoi najbliżsi przekonują cię, że „przecież krowy dają mleko same z siebie”, a ludzie kupują rasowe zwierzęta za mnóstwo pieniędzy, podczas gdy tysiące innych tkwi w schroniskach i potrzebuje miłości ZA DARMO. W którymś momencie ten sprzeciw jest tak silny, że nie wystarcza ci fakt, że sam jesteś weganinem i nie przyczyniasz się do potworności, które spotykają zwierzęta na całym świecie. Chcesz o tym mówić, edukować i działać – właśnie dlatego nie GŁOSUJĘ, ale WALCZĘ. Jak ta walka wygląda w Barcelonie? Czy widać tam aktywizm prozwierzecy?

Hiszpania to kraj, w którym wciąż organizuje się korridy, czyli tak zwane walki z bykami. Tak zwane, bo w rzeczywistości to po prostu maltretowanie i zabijanie osłabionego zwierzęcia na oczach publiczności. Druga paskudna hiszpańska tradycja to San Fermin i encierro, czyli zamknięcie grupy ludzi z kilkoma bykami w zrobionym w mieście korytarzu. „Zabawa” polega na tym, że ludzie rozjuszają byka, po czym przed nim uciekają. Byk jest oczywiście wcześniej odpowiednio przygotowany: często niekarmiony kilka dni, z wtartą do oczu ostrą papryczką bądź ze związanymi tylnymi nogami.

Na szczęście Barcelona, a właściwie cała Katalonia (jedna ze wspólnot autonomicznych Hiszpanii), od lat odżegnuje się od tych tradycji. W 2010 roku korrida została tam zakazana, a w Barcelonie olbrzymią arenę, na której się odbywała, przebudowano na centrum handlowe.

Manifestacja ulicami Barcelony

Barcelona to otwarte, tolerancyjne miasto, gdzie każdy może po prostu być sobą. Myślę, że taka atmosfera sprzyja rozwojowi aktywizmu na rzecz zwierząt. Dwie najbardziej widoczne grupy to ANIMAL SAVE MOVEMENT/ BARCELONA ANIMAL SAVE i ANONYMOUS FOR THE VOICELESS. Obie  organizacje istnieją w różnych miejscach na całym świecie, dlatego też ich akcje w Barcelonie często przypominają te w Vancouver czy w Berlinie.

Barcelona Animal Save jest bardzo aktywna. Praktycznie codziennie publikuje coś na swoim Facebooku, a od czasu do czasu organizuje czuwanie (vigilias) polegające na tym, że grupa ludzi czeka przed rzeźnią na ciężarówkę, która przywozi zwierzęta. Ze znakami pokoju i transparentami (np. BEZ UPRZEDZEŃ, TYLKO MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT) aktywiści próbują przekonać kierowcę, by pozwolił im pożegnać się ze zwierzętami i dać im trochę wody. Najczęściej kierowca się zgadza na 2-3 minuty. Wtedy można okazać umęczonym zwierzętom trochę empatii, której nie czuły przez całe życie. Trzeba wziąć pod uwagę, że są one często po kilkudziesieciogodzinnej podróży w upale (np. z Francji), bez jedzenia i picia, upchane, poranione, pogryzione, stojące w swoich odchodach. Te kilka minut to czas na pobycie z nimi, na to, żeby dać im wody, ale też nagrać filmy czy zrobić zdjęcia. Potem, publikując te materiały, można pokazać ludziom, co wspierają, spożywając mięso, jajka, mleko czy sery. Im większy zasięg tych zdjęć i filmów, tym lepiej. Tym większą szansa, że ktoś jeszcze otworzy oczy na prawdę.

Koniec 5dniowego strajku

Czasem podczas takich vigilias uda się uratować jakieś zwierzę. Na przykład kury, których jest mnóstwo w klatkach, powpychanych jedna na drugą. Zdarza się, że dla spokoju kierowca zgadza się oddać kilka kur albo umawia się z aktywistami, że np. raz na cztery dostawy odda im pięć ptaków. Dla niego to sposób na pozbycie się aktywistów z drogi, a dla działaczy kilka uratowanych żyć.

Inna akcja organizowana przez Barcelona Animal Save to Linia Ciszy (Linea Silenciosa), podczas której grupa ludzi stoi w jednej linii w jakimś popularnym miejscu (np. na najbardziej znanej ulicy w Barcelonie La Ramba), trzymając w rękach kartony z prozwierzęcymi hasłami, zdjęcia maltretowanych zwierząt i informacje na temat ich zabijania. Nic się nie mówi.  Panuje cisza, a ludzie przechodzący obok przyglądają się, często zatrzymują, łapią za usta i zastanawiają, bo przecież nie trzeba nic mówić – zdjęcia, niestety, wyrażają wszystko. Płynącego z nich okrucieństwa i cierpienia nie trzeba opisywać.

Linia Ciszy

Pięciodniowy strajk głodowy to akcja organizowana na skalę światową. W 2018 roku miała miejsce właśnie w Barcelonie. Ludzie z różnych krajów przez głodówkę chcą unaocznić cierpienie zwierząt hodowlanych. Przed rzeźnią, gdzie każdego dnia przyjeżdża po kilka ciężarówek ze zwierzętami na ubój, aktywiści proszą o zatrzymanie się samochodu i próbują napoić zwierzęta, zrobić im zdjęcia itd. Co więcej, nie jedząc przez 5 dni, aktywiści chcą doświadczyć tego, przez co przechodzą zwierzęta. Zwieńczeniem strajku jest manifestacja idąca ulicami miasta, do której przyłączają się wszyscy, którzy chcą okazać swój sprzeciw wobec zadawania zwierzętom cierpienia.

Grupa ANONYMOUS FOR THE VOICELESS co sobotę o 16:00 organizuje Sześcian Prawdy (Cubo de la Verdad). Na takiej akcji może być obecnych nawet 60 aktywistów. Jak to wygląda? Ustawiają się w formie kwadratu, plecami do środka, każdy ubrany na czarno i ma na sobie charakterystyczną maskę ANONYMOUS. W rękach mają komputer z odtwarzanym wideo, na którym widać, jak np. zabija się krowy, świnie i kurczaki. Zamiast wideo mogą to być np. zdjęcia zwierząt z ciężarówek. Wokół krążą inni aktywiści, którzy widząc jakiegoś zainteresowanego przechodnia, zaczynają z nim rozmowę. Bywa tak, że ludzie, widząc te filmy po raz pierwszy, nie mogą wytrzymać bez zasłaniania oczu. Zdarza się także, że wybuchają płaczem i deklarują, że od tego momentu przejdą na weganizm.

Szescian Prawdy 2

Niekiedy mają też miejsce spontaniczne akcje. Na whatsappową grupę przychodzi wiadomość: „50 km stąd jest ferma, w której szprycuje się kurczaki antybiotykami i hormonami. Warunki są straszne. Kto może tam pojechać i spróbować wykraść kilka zwierząt?”. Wtedy zaczyna się akcja ratunkowa. Kilka osób się skrzykuje, pod osłoną nocy jadą pod podany adres, włamują się do wspomnianej fermy i kradną tyle zwierząt, ile się da. Ryzyko? Duże, ale nie tak jak satysfakcja z uratowania niewinnych istot.

MEAT THE VICTIM zorganizowała akcję, o której można było czytać w gazetach. Pokazały ją też wiadomości. Duża grupa aktywistów wtargnęła do rzeźni, poprzyczepiała się łańcuchami do klatek, w których były zwierzęta, i nie chciała się ruszyć. Wezwano policję, próbowano zastraszyć działaczy i zrobiło się groźnie, jednak cel – nagłośnienie sprawy – został osiągnięty. Filmy i zdjęcia z tej akcji obiegły całą Hiszpanię i dotarły za granicę. Chodziło o to, by ludzie uświadomili sobie, co się dzieje za ścianami rzeźni i zobaczyli, w jakich warunkach trzymane są świnie, krowy i kury, które później trafiają na ich talerze.

czuwanie przed rzeznia 2

Jeśli nie jesteś aktywistą, zaczynasz dopiero przygodę z weganizmem albo po prostu interesujesz się tym tematem, możesz wziąć udział w innych przedsięwzięciach organizowanych w Barcelonie. Dużą popularnością cieszyła się np. darmowa projekcja filmu „Dominion” (nazywany lżejszą wersją „Earthlings”, ale wciąż szokujący dla nieświadomych) w jednym z większych kin w mieście. Inne wydarzenie, które przyciągnęło tłumy, to wegańska kolacja. Dochody z uczty (każdy płacił 10 euro i jadł, ile chciał) przekazano organizacjom walczącym ze znęcaniem się nad zwierzętami. Jedzenie na takich wydarzrniach jest zazwyczaj bardzo różnorodne, pięknie wygląda, pachnie, kusi i o to chodzi, żeby nawet nieweganie pomyśleli: Cholera! Jednak dieta roślinna to nie tylko sałata! To jest pyszne!

dav

Spacerując po ulicach Barcelony, łatwo zobaczyć prozwierzęce naklejki czy grafitti. Coraz więcej jest knajp, restauracji czy sklepów z kosmetykami i ciuchami vegan friendly i cruelty free. Daje to nadzieję, że ludzka mentalność się zmienia i że walka o prawa zwierząt ma sens. Jeśli chciałbyś zobaczyć miejsce, w którym przebywają uratowane zwierzęta, możesz odwiedzić barceloński El Hogar Animal Sanctuary. Tam wolontariusze codziennie troszczą się o to, żeby ich podopiecznym było lepiej i żeby już nikt nigdy nie mógł ich skrzywdzić.

El Hogar Animal Sanctuary uratowane zwierzeta 2

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares